Sznurek, kładka i woreczek czyli jak pracujemy nad wadami wymowy.




Terapia wad wymowy jest z natury żmudna i często trudna dla dziecka, gdyż w jej newralgicznym momencie bardzo ważna jest liczba powtórzeń słów, wyrażeń czy zdań oraz wypracowanie samokontroli na takim poziomie, żeby osiągnąć zamierzony efekt poza gabinetem logopedy.


Zaczyna się łatwo. Jak każda nowość, zajęcia logopedyczne są dla dziecka atrakcyjne, a jak jeszcze dodamy do tego nowe gry, układanki, kolorowanki i sympatyczną panią logopedkę to pewnym jest, że z motywacją do pracy w początkowej fazie terapii nie będziemy mieli problemu. Zgodnie ze sztuką zaczynamy od sylab, słów i poprzez wyrażenia zmierzamy do zdań, by na końcu utrwalić poprawną wymowę w tak zwanej „mowie spontanicznej” czyli, najprościej mówiąc, w życiu codziennym. Brzmi prosto? Zapewne! Ale tylko do czasu kiedy uświadomimy sobie, że czas trwania takiej terapii to nie miesiąc czy dwa, co naturalnie powoduje znużenie i przewidywalność każdego następnego spotkania. Dodatkowo, do ćwiczeń wymowy, musimy jeszcze dodać cały szereg ćwiczeń mięśni odpowiedzialnych za artykulację, w których ważna jest liczba powtórzeń lub długość ich trwania, a które są zazwyczaj mało atrakcyjne dla dzieci.


O ile w początkowej fazie terapii zależy nam na maksymalnym skupieniu się na wymowie i nie potrzebujemy żadnych rozpraszaczy, o tyle później przychodzi moment, w którym zauważamy, że przy stoliku nowa, poprawna wymowa opanowana jest niemalże do perfekcji, a w momencie oderwania się od sytuacji zadaniowej to, co wydawało się już opanowane, zawodzi. I wtedy wkraczają one! Nietuzinkowe sposoby i pomysły na kreowanie takich sytuacji w gabinecie, które pozwolą nam na wymuszenie kontroli wymowy podczas ruchu całego ciała!


Gdy terapia w naszych gabinetach wkracza w fazę utrwalania wytrenowanych już wcześniej umiejętności składamy krzesła i stoliki i to na podłodze dzieje się wszystko co najlepsze i najtrudniejsze zarazem. Rozkładamy tytułowe sznurki, woreczki, kładki równoważne oraz inne przedmioty i układamy z nich tory przeszkód. Dodając ruch do mowy wymuszamy na naszym mózgu, żeby kontrolował dwie rzeczy naraz – wymowę i równowagę. Powtarzanie, dokańczanie zdań, wymyślanie słów zaczynających się od konkretnej głoski lub z konkretnej kategorii czy rozmawianie podczas chodzenia w trakcie którego trzeba jeszcze dodatkowo kontrolować utrzymanie równowagi, okazuje się świetnym papierkiem lakmusowym stopnia opanowania poprawnej wymowy. A dla dzieci staje się okazją do oderwania się od stolika przy którym spędzają i tak wiele godzin w ciągu tygodnia. Połączenie mowy z ruchem pozwala nam również trenować wymowę w warunkach najbardziej zbliżonych do tych, które są ostatecznym celem naszych terapii. I nie ukrywamy, że miło nam kiedy dzieci nie chcą kończyć zajęć :)



Sabina Baranowska

neurologopeda



Przeczytaj więcej o pracy logopedy i neurologopedy w Centrum Toto.