Wyższość podłogi nad blatem stołu - z perspektywy terapii „dziecka małego”.


Logopeda dziecięcy

Bogaci własnym doświadczeniem szkolną ławkę zwykliśmy traktować jako kwintesencję fizycznej postawy wobec nauki. Krzesło nie za wygodne, żeby przypadkiem się nie rozpraszać, z czterema nogami wbitymi w podłogę, żeby przypadkiem nie kołysać się dla urozmaicenia nudy. Plecy obowiązkowo proste i absolutnie nie wolno podkładać nogi pod pośladek!


Niby dawne dzieje, a w realiach szkolnych wciąż aktualne. W dużej mierze też uzasadnione rozlicznymi warunkami (takimi jak liczebności klas, przestrzeń, rola podręczników i zeszytów ćwiczeń, bezpieczeństwo).


Na naszych zajęciach logopedycznych staramy się wychodzić poza stereotypy i schematy oraz dostosowywać formę pracy do możliwości dzieci w danym wieku mając na celu efektywność terapii, jak i komfort podopiecznego. Drugie działa na rzecz pierwszego. Im bezpieczniej i swobodniej czuje się dziecko, im lepszy ma nastrój i relację z prowadzącym zajęcia, tym większa skuteczność oddziaływań terapeutycznych. Im ciekawsze wydają się dziecku materiały i zadawane ćwiczenia, im bardziej kojarzą się z zabawą, tym większy poziom zaangażowania i skupienia, które to zaangażowanie i skupienie sprytni logopedzi zaprzęgają w działanie na rzecz osiągnięcia celu terapii.


Ważkie wydają się zatem pytania: Co lubią dzieci? Jakie pozycje ciała są dla nich najwygodniejsze? Ile czasu mogą koncentrować uwagę na jednej aktywności lub pomocy terapeutycznej? Ile ruchu potrzebują, aby następnie wytrzymać w statycznym zadaniu? Co je śmieszy? Co je ciekawi? Udzielając sobie odpowiedzi w zakresie tych zagadnień stwarzamy serię wskazówek, co uczynić, aby terapia przebiegała jak najprzyjemniej, znaczy się - najskuteczniej.


Tak, dwulatek, trzylatek dobrze czuje się na podłodze pokrytej wykładziną. Może ułożyć nogi w „kokardkę”, albo wyciągnąć w kształt litery „V”, może położyć się na brzuchu lub plecach, przeturlać, wstać i podskoczyć. Na podłodze świetnie odnajdują się też rozliczne materiały logopedyczne – klocki, karty, misie, układanki, garaż dla samochodów i kuchnia dla lalki. Tak, bo sprytny logopeda wie, jak skorzystać z lubianych zabawek swoich podopiecznych, albo jak wykorzystać czołganie po dywanie, aby wywołać jakąś głoskę lub połączyć wyrazy. Elastyczność i kreatywność w pracy z dziećmi to prerekwizyty skutecznej terapii. Równoważenie wysiłku z odpoczywaniem, skupienia z rozluźnieniem, zachęcania z odpuszczaniem, przyciągania i popychania z podążaniem. Pracy z zabawą. Dziecko daje wskazówki, co jest w stanie w danej chwili wykonać, a terapeuta w swej uważności wyłapuje te podpowiedzi i skrzętnie z nich korzysta.


Tak, bawimy się w czasie zajęć logopedycznych! I im bardziej się bawimy, tym bardziej logopeda pracuje (wymyśla, kombinuje) a dziecko trenuje.



Marcelina Jóźwiak

psycholog, psychoterapeuta


 

Przeczytaj więcej o pracy logopedy i neurologopedy w Centrum Toto.